O autorze
Małgorzata Ohme, psycholożka i psychoterapeutka dziecięca oraz rodzinna. Prowadząca program „Okiem Ohme". Mama 8-letniej Klary i 11-letniego Jurka.

Przepis na "dorosłe dzieci". Rodzice stają się coraz bardziej bezradni, a dzieci coraz mniej bezpieczne

Fot. GRATISOGRAPHY/[url=http://www.gratisography.com/]RYAN MCGUIRE [/url] / [url=http://bit.ly/CC0-PD]CC0 Public Domain[/url]
Fot. GRATISOGRAPHY/RYAN MCGUIRE / CC0 Public Domain
Znacie to? „Mamo, daj mi telefon“. „Mogę spać z Tobą?“, „Zajmuje pierwsza łazienkę!“, „Mogę pożyczyć torebkę?“, „Nie widzisz, że robię coś na kompie?“, „Zmień wreszcie muzykę w samochodzie!“. Twój telefon, twój komp, twój samochód, twoja sukienka, twoja torebka, twoja łazienka. Czyżby????


Rozmawiam z moją znajomą, która opisuje mi problemy z 13-letnią córka, która zabiera jej kosmetyki i ubrania bez jej zgody. I na pytanie, czy to stało się nagle, odpowiada „Wcześniej wydawało mi się, że to zabawa w pokazy mody i nie oponowałam, choć miałam zniszczone przez nią i koleżanki szpilki. Teraz zabraniam, a ona zabiera po kryjomu i odpowiada mi, że gdybym jej kupiła wystarczająco dużo rzeczy, to by nie brała moich“. „I co Ty na to?“. „Nic“.

Jedna z klientek mówi, że w weekendy nie jest w stanie wypocząć. „Znajomi syna kręcą się po domu. Wyjadają z lodówki. Nikt nie pyta, czy można“. Gdy rozmawia z 16-letnim synem, patrzy na nią zdziwiony i komentuje, że zrobiła się nagle skąpa. Nie chodzi o kasę przecież, ale o przestrzeń. – Chciałabym móc chodzić w domu w szlafroku, a nie mogę. Pytam, co by się musiało stać, by tak było, a ona „Janek musiałby przestać ich zapraszać“.
Moja druga znajoma opowiada mi, że od dawna nie sypia ze swoim mężem, bo musi spać z 6-letnią córką, która nie może bez niej zasnąć, więc mąż śpi na łóżku piętrowym z drugim dzieckiem. Co oznacza, że zdarza im się uprawiać seks, ale muszą to dobrze zorganizować, bo ich wspólna sypialnia de facto nie istnieje. – Na początku myśleliśmy, ze to kwestia roku, potem dwóch, a tu nagle zrobiło się sześć lat. Sześć lat nie spania razem! Na pytanie, jak zamierzają to rozwiązać, mówi szczerze „Nie mam bladego pojęcia“.


I ja im wierzę, że nie mają bladego pojęcia. Że do głowy przychodzi im „NIC“. Że czekają, aż samo się rozwiąże (czas, ktoś, cud). Brak stawiania granic w konfrontacji z egocentryzmem dziecka tworzy problem o dynamice kuli śnieżnej. Nie wyegzekwowanie od 3-letniego dziecka samodzielności powoduje, że 7-latek jest niedojrzały społecznie. Nie postawienie granicy między tym, co dziecka a tym, co rodzica powoduje, że wszystko zaczyna należeć do dziecka. Zwinięci w kulkę śnieżną rodzice stają się coraz bardziej bezradni, a dzieci coraz mniej bezpieczne. Jak powstaje kula śnieżna? Na podstawie kilku prostych mechanizmów:

Zasada nr 1
Dzieci dążą przede wszystkim do przyjemności. Swojej.

Wybierają to, co dla nich lepsze, bardziej korzystne, bezpieczne. W swoim dziecięcym egocentryzmie zakładają, że ich interes jest na pierwszym miejscu także w hierarchii innych. Mama jest naturalną osobą, która ma poświęcić dla nich wszystko. Jest to prawidłowe rozwojowo i nie zmienia się, jeśli my nie będziemy pracować nad zmianą ich perspektywy.

Zasada nr 2
Dzieci chcą coraz więcej.

Ich potrzeby zagarniania rzeczywistości, zwiększają się wraz z wiekiem i rozwojem świadomości. Jeśli nie pokazaliśmy im wcześniej, że nie mogą dostać wszystkiego, naprawdę nie rozumieją, dlaczego nie stać nas na kolejne Playstation, a potem auto w salonie lub wynajęcie kawalerki dla niego i kolegów. Jedna z nastolatek na terapii, na pytanie mające na celu urealnienie jej roszczeń wobec rodzica, odpowiedziała mi „Pieniądze mają się znaleźć. Nie wiem, jak, bo to nie moja sprawa“. Dlaczego coś miałoby być nagle sprawą dziecka, jeśli nigdy nie było?

Zasada nr 3
Dzieci z tego nie wyrastają.

Wręcz przeciwnie. Utrwalają swoje postawy i ich początkowo słodki dziecięcy egocentryzm zamienia się w dorosły egoizm. Stają się roszczeniowymi osobami, które są przekonane, że wszystko im się należy. Niewiele dając z siebie, wiele oczekują od innych i od świata. Frustrację redukują stwierdzeniem, że świat jest niesprawiedliwy, a oni są ofiarami. Często wyrastają na niesamodzielnych ludzi, którzy są zależni od swoich rodziców do ich późnej starości lub/i od partnerów, którym każą podjąć rolę rodzica względem siebie.

Zasada nr 4
Nikt nikomu nie dziękuję za poświęcenie.

Nasze wyobrażenie o tym, że dziecko, któremu oddajemy wszystko, przyjdzie nam kiedyś za to podziękować i powie „Mamo, jestem Ci wdzięczny za to, że oddałaś swoje życie dla mnie“- bywa iluzją. Tak wychowane dorosłe dziecko nie zrobi tego z jednego prostego powodu: nie zauważy tego. W jego percepcji świata wszystko mu się po prostu należy.

Uważam, że lepiej wychodzi nam bycie strażnikami granic dziecka niż swoich własnych. Obowiązkiem każdej matki jest jednak też obrona siebie. Dziwnie to zabrzmi, ale także przed własnymi dziećmi. A jak jest u Was? Bronicie swoich granic, drogie Mamy? Czy pamiętacie, co to znaczy MOJA łazienka, MOJA sypialnia, MOJA torebka? MÓJ telefon, komputer? MÓJ czas, MOJA przestrzeń?

PS: Przed chwilą dzwonił mój syn z zapytaniem, kiedy wracam, bo ma klasówkę (czytaj mamy uczyć się razem). W ramach autoterapii, pytam „Czyja to klasówka“, „Moja“- pada. „Właśnie“- odpowiadam.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...