O autorze
Małgorzata Ohme, psycholożka i psychoterapeutka dziecięca oraz rodzinna. Prowadząca program „Okiem Ohme". Mama 8-letniej Klary i 11-letniego Jurka.

Matki i córki. O trudnej lekcji przebaczenia

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1U8grn2]Dana Beveridge[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/]CC BY[/url]
Fot. Flickr / Dana Beveridge / CC BY
Monika: Wiem, że jem za dużo, ale nie mogę się powstrzymać. Chce się tak najeść, by bolał mnie brzuch i by moja matka się wściekła. Mam 37 lat i nadal nie umiem jej wybaczyć. Aśka: Wkurza mnie, gdy zwraca mi uwagę, jak wychowywać dzieci. Ona, która nie poświęcała nam prawie w ogóle czasu. Myślę wtedy „I kto to mówi?!” Ewa: Nigdy mnie nie słuchała, a nagle chce rozmawiać. Dzwoni do mojej siostry, że ją olewam. Tylko, pytam, skąd miałabym mieć nagle potrzebę wysłuchania jej?

Monika dokłada sobie kolejną porcję ziemniaków, Matka patrzy i zaciska zęby. - Dziś już nie komentuje, bo obawia się, że wyjdę, ale wiem, co myśli. Całe dzieciństwo to powtarzanie, że muszę jeść ładnie. Grupa znajomych, mamy około 16 lat, a ona wpada z furią, kto smażył frytki. Odpowiadam, że ja, a ona „Jak oni chcą mieć obtłuszczone wątroby, to ich sprawa, ale u nas nie jada się takiego gówna!”. Stoję purpurowa i wstydzę się za nią, choć wiem, że jej ojciec zmarł na raka wątroby.



- Moja miała takie zrywy. Wracała z kilkudniowej nieobecności, bo była Panią Prezes i zabierała się za ustawianie domu. Wyciągała nas z łóżka przed 7 i kazała sprzątać. Mieliśmy z ojcem luz i miłość, a ona wszystko psuła. Z czasem zamiast cieszyć się, że wraca, byliśmy załamani, choć ojciec udawał entuzjazm. Chodźcie, zrobimy ciasto- mama wraca! Cisza. Moja siostra uciekała do znajomych, a ja nastawiałam budzik wcześniej. Tata tłumaczył mi, że ona nie umie okazywać miłości inaczej. Zadziwiające, jak jest ciepła dla moich dzieci i jak strofuje mnie za to, że jestem za ostra.

- Piła okresowo. Jak jej matka chorowała, a potem jak ojciec odszedł. Tydzień spokoju, dwa tygodnie na rauszu. Wciąż brakuje w domu wszystkiego: masła, papieru, zeszytów, kredek. Mamy pieniądze, ale nie ma komu kupić. Jestem jedynaczką i nie mam z kim rozmawiać. Wyobrażam sobie Patrycję, niewidzialną przyjaciółkę, której się zwierzam. Razem chodzimy na podwórko, zakupy, razem robimy sobie kanapki do szkoły. Uczę się, aby ona nie była mi potrzebna. Leczy się na poważnie, gdy mam 16 lat. Trochę za późno, bo mam swój świat i zero potrzeby, by z nią być. Doceniam to, że przestaje pić, a w domu zaczyna pachnieć ciastem, ale nie jestem w stanie przywrócić bliskości. Łapię się na tym, że mogę do niej nie dzwonić tygodniami, a kiedy mija za dużo czasu, z przymusem wykonuję telefon. Przykro mi, bo wiem, że cierpi. Ma tylko mnie, ale ja też miałam tylko ją.

Matki i córki. Córki i matki. Trudne relacje zawieszone na różnych osiach. Rodzicielstwa. Dzieciństwa. Płci. Partnerstwa. Dziadkowania. Spotkania z najważniejszą osobą na wielu płaszczyznach i zderzanie się z iluzją/deziluzją. Bo na początku buduje się ideał. Matki.

Tak to natura sobie wymyśliła, żeby tę matkę na piedestał wrzucić. Dzieci muszą idealizować swoich rodziców, by stworzyć w swoim myślach taki obiekt, który byłby doskonały. Doskonały na tyle, żeby czuć się bezpiecznie. By czerpać z niego wzorce. By uczyć się kochać. By identyfikować się jako kobieta, partnerka, człowiek. Matka jest pierwsza, dlatego to ona pozostaje rzeźbą.

A potem jest trach. Dorastanie i otwieranie szerzej oczu. Poznawanie innych kobiet, świata, wreszcie siebie. Dostrzeganie problemów, słabości. Pierwsze próby budowania intymnych relacji poza tą z matką. Pierwsze rozczarowania tymi relacjami. Odniesienia do relacji z nią, bo przecież tam zazwyczaj upatrujemy źródła własnych problemów. Matka nie zrobiła tego, matka nie zrobiła tamtego. Była, nie była, za mało, za dużo, źle, dobrze. Wystawiamy matce ocenę i odsyłamy często do kąta.

W dzisiejszych czasach matki szczególnie są WINNE. Powszechnie wiadomo, że jak dziecku się noga powinie, to dlatego, że matka źle wychowała. Pewnie piła. Albo była egoistką karierowiczką. Mogła mieć kochanka na boku. No coś musiała mieć, skoro dziecku nie wychodzi. Przekleństwo matek ma swoje źródło w przypisywanej im odpowiedzialności. Nie dziwne, że pękają. Nie unoszą. Popełniają błąd za błędem. Jak ci nauczyciel patrzy na ręce, gdy uczysz się pisać, to ci nic nie wychodzi, bo ręce się trzęsą jak galareta. I takie są matki galaretki, które wciąż ktoś obserwuje i ocenia.

Są i matki NIEwystarczająco dobre, idąc za terminologią amerykańskiego psychiatry Donalda Winnicotta, który wprowadził określenie „wystarczająco dobrej matki”. Matki zaniedbujące. Matki niedojrzałe. Egocentryczne. Nawet zaburzone. Ale to też czyjeś córki. Jakiś matek, które "nie dały rady". Wszyscy jesteśmy w międzypokoleniowym łańcuchu relacji matka-córka, w którym nierozwiązane konflikty zamiast zostać w tym miejscu i czasie, w którym powstają- przenoszą się na kolejne relacje. Dlatego tak ważne jest, by nauczyć się rozmawiać, a potem wybaczyć. Tu i teraz.

- Nie umiem z nią rozmawiać - mówi Aśka. - Kończy się to zazwyczaj awanturą. Monika: - Mam gulę w gardle i nie mogę wydusić z siebie ani słowa. Nie wiem dlaczego. - A ja odpuściłam - Ewa.- Chcę mieć tylko święty spokój. Paradoks polega na tym, że im więcej w nas złości i żalu, tym bardziej jesteśmy W relacji z matką, a nie POZA nią. Tym mocniej wpływa ona na nasze dorosłe życie. Nie rozwiązanie konfliktu zatrzymuje nas w nim. Zabiera energię.

Wiele rzeczy zaczynamy rozumieć, gdy stajemy się matkami. wybaczamy lub wręcz przeciwnie wszystko do nas wraca i stajemy w kontrze. Z zależności tworzymy przeciwzależność, działając jako matki w opozycji do swojej matki. „Za nic w świecie nie chcę być jak ona”- jak wiele z nas powtarza to zdanie, prawda? A potem pytamy „Dlaczego tak pragnąc być kimś innym, staję się do niej coraz bardziej podobna?”. Bo matka, którą hodujemy w sobie złością, oddziałuje dwa razy silniej. Ma nad nami władzę. Nie ona, nie konflikt między nami, ale konflikt w nas. Zamiast budować siebie jako matkę inaczej, powtarzamy te same błędy.

Trudno jest wybaczyć, wiem. Pstryknąć palcami i wyrzucić z siebie żal. Zwłaszcza, gdy po drugiej stronie jest ktoś, kto nie słucha. Albo nie chce usłyszeć. Czasami zwyczajnie nie rozumie. Ale tak samo trudno jest z tym żyć. Nosić w sobie złość do tej, którą mimo wszystko bardzo kochamy. Psycholog Ewa Woydyłło użyła kiedyś takiego sformułowania, że rodzice bywają jak ludzie z Alzheimerem ukryci za szybą. Czasami potrzeba specjalnych znaków, by się z nimi komunikować.

Gdy nie umiemy rozmawiać, poszukajmy znaków. To może być list. Stare wspólne zdjęcie, piosenka z dzieciństwa. Dobrze jest wybaczyć swojej matce. Tak po prostu żyje się łatwiej.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...