(Oh)me - BLOG

O autorze ↓

Śmierć Jana Kulczyka przypomina o tym, by ŻYĆ

Wielu moich przyjaciół miało dziś podobne myśli: ŻYJ. Wróć do domu, przytul tych, których kochasz, zadzwoń do mamy, taty i zrób coś, co od dawna odkładasz na później. Skup się na tej chwili, która trwa tu i teraz. Nie zastanawiaj się, dlaczego masz mniej niż inni. Nie frustruj tym, czego nie udało Ci się osiągnąć. Policz raczej marzenia, które udało się spełnić. I ciesz się życiem, które nadal trwa. Choć nie wiesz, jak długo jeszcze.

Takie myśli, które pojawiają się, gdy umiera ktoś taki jak Jan Kulczyk. Wielka postać polskiej sceny biznesu. Fajny człowiek. Ojciec. Dziadek. Czyjś partner. Ktoś, kto jeszcze chwilę wcześniej planował swoje życie na miesiące do przodu. Ktoś, kto nam zwykłym ludziom, wydaje się być równym partnerem, by negocjować z Panem Bogiem. By przechytrzyć śmierć. Jan Kulczyk, Jan Wejchert, Steve Jobs - wielcy choć jednak równi przed losem. Odchodzą jak my, pełni pokory wobec śmierci, która zabiera nas wszystkich, bez wyjątku.

Czarny pasek na dole w TVN24. Najpierw zaczynasz się bać. Tak, tak, ten lęk, który pojawia się, gdy jesteś mała i pytasz swojej mamy lub taty „Czy zawsze będziemy razem?” i widzisz ich zmieszane miny. Ten sam lęk, który towarzyszy Ci w kryzysowych sytuacjach, gdy Ty lub Twoi bliscy chorują. Gdy lekarz przychodzi do Ciebie i mówi, że to najprawdopodobniej nowotwór drobnokomórkowy, a Ty nie wiesz, co to znaczy, ale po jego minie rozumiesz, że jest źle. Gdy rodzisz dziecko i lęk staje się Twoim bratem bliźniakiem, który wysyła Ci telepatycznie sygnały. Wreszcie, gdy inni wokół Ciebie starzeją się i Ty też. I powoli odchodzą. Lęk przed umieraniem jest stale obecny w naszym życiu, choć bywa mniej lub bardziej aktywny na różnych jego etapach.

Są ludzie, których - myślisz - to nie dotyczy. Żyją w tak innej niż Twoja rzeczywistości, że tam muszą być magiczne sposoby, by zatrzymać cierpienie, ból, a już na pewno odroczyć śmierć na nieskończenie długo. W naszych oczach ich wielkość przekłada się na siłę życia. Oni, znani, bogaci i sławni, powinni odchodzić ostatni. Obserwujemy ich świat jak zafascynowane dzieci, które wierzą w istnienie bajek. I nagle to wszystko pryska. Bohaterowie znikają, a my pytamy „Jak to możliwe?”. No rozumiem mój sąsiad z czwartego piętra, który miał udar czy przyjaciółka mojej mamy, którą wykończył rak, ale on? Przecież wielcy ludzie powinni znaleźć sposób, aby oszukać śmierć. I nagle uświadamiasz sobie, że śmierć jest wszechmocna. Ostateczna. Jest końcem.

Zaraz po tym przypominasz sobie, że Ty, Twoi bliscy - nadal żyjecie. Pojawia się wdzięczność i radość granicząca z euforią, że to dziwne niepojęte zjawisko, jakim jest życie- nadal jest Twoim doświadczeniem. I że mimo strachu, smutku i wielu bolesnych chwil- nadal chce Ci się żyć. Bardzo mocno.

I wtedy patrzysz wstecz i myślisz o wszystkich bezsensownych walkach, które toczyłeś, żalach, które nie były tego warte, o swojej zachłanności i arogancji, gdy planujesz swoje życie we frankach na dwadzieścia lat do przodu i o swojej głupocie, gdy po raz kolejny odpowiadasz swojemu dziecku „później”. Przez ten jeden dzień, jedną chwilę rozumiesz, co jest ważne. Banalne wodolejstwo rodem Paulo Coehlo: ciesz się życiem, jakby go miało za chwilę zabraknąć - nagle nabiera sensu. Może nie być jutra. Jutra odliczanego w godzinach, dniach, miesiącach lub najbliższych latach. Oprócz Twojego wpływu na życie jest po drugiej stronie jego brak. Tak zwany los. Zbieg okoliczności. Jak ktoś woli pech. Czy wola Pana Boga.

Śmierć Jana Kulczyka w psychologicznym sensie jest ważna dla nas wszystkich. Poza zwyczajnym empatycznym przeżywaniem, dotyka naszych lęków, przywraca pokorę, umniejsza Istnienie do fizycznego bytu, który poddawany jest nieustającym czynnikom losowym. I przywraca nam, może znów tylko na chwilę, pęd do życia, ten Bergsonowski „elan vital”, który zapewnia człowiekowi jako jedynej istocie poczucie istnienia ciągłości w czasie i przestrzeni. Przypominając jednocześnie, że to tylko ułamek sekundy. Maciej Kozłowski, aktor, który przegrał walkę z chorobą, powiedział kiedyś: „Dając nowe życie dajemy też nową śmierć. Bo rodzimy się i musimy umrzeć. To jedyna rzecz, którą musimy”.

Więc pomyślałam: ŻYJ. Wróć do domu, przytul tych, których kochasz… Żyj.
Trwa ładowanie komentarzy...