(Oh)me - BLOG

O autorze ↓

Do Małgorzaty Terlikowskiej: Małgosiu, Ty jak nikt potrafisz podnieść mi poziom adrenaliny nawet w niedzielny dzień

Nie zgadzam się z Tobą. Szanuję Cię (to wiesz), ale nie zgadzam. Nie jest niczyim obowiązkiem rodzić. Ba, uważam, że obowiązkiem jest nie rodzić, jeśli tego nie chcesz. A już na pewno nie jest obowiązkiem rodzić w imię obywatelskiej powinności. Kocham Polskę i jak trzeba będzie pójdę na wojnę o nią, będę ciężko pracować i uczciwie płacić podatki, będę opiekować się słabszymi, chorymi i zostanę nawet wolontariuszem. Wszystko dla Polski, ale rodzić dla niej nie będę. Sorry.

Po pierwsze, bo nie ufam, że ktoś (Polska) potem się mną zajmie, a po drugie i ważniejsze- nie mam takiego pragnienia. A według mnie wola i pragnienie to dwa podstawowe niezbędniki przy decyzji o rodzicielstwie. Plus odpowiedzialność. Wierz mi, gdyby część rodziców pomyślała o tym wcześniej, inna byłaby sytuacja emocjonalna wielu dzieci.



Przytaczasz słowa Wandy Półtawskiej „Tak naprawdę żadna kobieta nie chce zabić swojego dziecka i choć w danej chwili myśli, że go nie chce, to przecież potem jest zadowolona”. Mnie osobiście bardziej te słowa niepokoją. Co to znaczy, że jest zadowolona? Bo adaptuje się do sytuacji bez wyjścia? Bo jak juz poświęci swoje życie to musi zracjonalizować swoją sytuację? Nie twierdzę, że nie kocha swojego dziecka, bo nawet bardzo młode matki są w stanie pokochać i zaopiekować się dzieckiem, tylko pytam, jakim kosztem? Oglądałaś „Baby blues“? Na pewno. Natalia nie kocha swojego synka? Ależ tak. I co dzieje się potem? Ile jest takich przypadków w naszym kraju, gdy nieumiejętność radzenia sobie z macierzyństwem, z trudnymi emocjami matki prowadzi do katastroficznych sytuacji? Część z nich znamy z wiadomości, część z własnego podwórka, a znakomita większość pozostanie na zawsze zamknięta w czterech ścianach. Niezaplanowane macierzyństwo bywa dla wielu kobiet i ich dzieci tragedią.

Nie uważam, że tabletka „awaryjna“ to jest rozwiązanie do systematycznej antykoncepcji. Należy stosować ją w "kryzysowych" przypadkach, jest także niezastąpiona dla wielu kobiet, które doświadczyły gwałtu. Czy boję się nadużyć jej stosowania ze strony młodych? Tak, boję się podobnie jak w przypadku innych narzędzi, które dajemy ludziom. Ale wierzę w to, że korzyści będą szersze niż doporowadzenie do powstania kalifatu w Europie. Szczerze? Mam to gdzieś. Interesuje mnie każda pojedyncza zrozpaczona kobieta, która staje w obliczu nieplanowanej ciąży. Chcę, aby mogła dokonać wyboru.

Piszesz , że „kobiety, co przyznają sami ginekolodzy, nie znają swojego ciała, nie znają swojego cyklu, wielkie oczy robią na słowo „owulacja”“. Tu absolutnie (!) się z Tobą zgadzam. A wiesz dlaczego? Bo nie ma porządnej edukacji seksualnej w szkołach. Nikt z dziećmi nie rozmawia o seksie. Mało tego. Nikt z nimi nie rozmawia o tym, co się dzieje z ich ciałem. Gdy dojrzewają, wielokrotnie są przerażone zmianami, na które nie są przygotowane. Oglądają porno-filmiki w Internecie i to jest głównym źródłem ich wiedzy o tym, na czym polega seks. I miłość przy okazji. Masz rację, z tej właśnie grupy rekrutuje się znakomita większość tych, które nie wiedzą, że stosunek przerywany też może zakończyć się ciążą, że prezerwatywa chroni nie tylko przed zapłodnieniem, ale też chorobami i że dziewica może zajść w ciążę. Myślisz, że w wyżej wymienionych sytuacjach będą oni gotowi na to, aby stać się rodzicami? A na końcu będą zadowoleni? Ciekawe, czy też będą zadowolone ich dzieci potem?

Ostatnia kwestia. Rosnąca sprzedaż firm farmaceutycznych. Hmmm, tak może być. Ale czy to dla mnie równie ważne, jak życie i stan psychiczny każdej kobiety, która znajdzie się w dramatycznej dla niej sytuacji? Chyba mam to znów gdzieś. Jak olejemy kobiety i skoncentrujemy się na farmaceutycznym biznesie, to czy naprawdę będziemy miały poczucie dobrze wypełnionej misji? Ja nie. Moją misją są dzieci. Aby rodziły się w miłości i odpowiedzialności dorosłych. A nie jako przedmiot (choć nadal podmiot) racjonalizacji w podsumowaniu zadowolenia z życia.
Trwa ładowanie komentarzy...